Kwiat Paproci

Teresa/ 36 lat/ Kompozytorka, Perkusistka, Performerka/ 166 cm/ 50 kg
atrakcyjna, inteligentna, wykształcona, wesoła, wysportowana.
lubi: muzykę, taniec, teatr, góry, biwakowanie na dziko i kąpiele nago w naturze.
Tak mniej więcej wygląda mój opis na portalach randkowych.
Dzisiaj mam date.
Myślę, że tym razem spotykam się z miłym i ciekawym mężczyzną.
Jochen/ 41/ Informatyk/ 189 cm/ 80 Kg
openmindet, stright, single, no Kids, vegan, searching for short and long term dating
długie czarne włosy, miłe spojrzenie, szeroki uśmiech, sympatyczne zdjęcia,
tak… błyskotliwy tekścik profilowy…

Miej więcej od roku, przeglądając profile na aplikacjach randkowych, nie udało mi się trafić na kogoś, kto by mnie
odrobinę zainteresował. Jestem dość podekscytowana 🙂
W poprzednich latach, natrafiałam na bardzo pokiereszowane osobowości, bardzo smutne i pełne rozmaitych
perwersji. Rozumiem, że są. Dreszczyk emocji jest jakże potrzebny do dobrego pożycia. Poznałam rozmaite typy Panów.
Między innymi Konsumentów produktów erotycznych zarówno znudzonych, jak i coraz bardziej odważnych w
„przekraczaniu granicy intensywności bodźców podniecających“ lub Amatorów erotyki ezoterycznej. Trudność z
ezoterykami polega na wymaganej negacji własnego mózgu oraz wyeliminowaniu resztek krytycznego i logicznego
myślenia, jak i poczucia estetycznego, wchodząc w świat pełen specyficznej dewocji oraz kiczu, przypominający
broszurki świadków Jehowy rozdawane na dworcu kolejowym. Ciekawe byłoby wprowadzenie spotkań bez rozmów.
Tzw. „randki nieme“ polegające na spacerze w ciszy lub patrzeniu sobie w oczy… Zwiedzałam również nowoczesne
Galerie znudzonych sobą parek, próbujących ożywić swe życie seksualne, otwierając swój związek i mianując go
Tytułem „Poli amor“… Na młodych chłopaków, jeszcze niezepsutych życiem, z wysportowanymi, prężnymi ciałami i
umysłami, jestem już niestety za stara…
Pora przestać się wygłupiać, naiwnie marząc o mężczyźnie, którego można zarówno słuchać, jak i wąchać. Należy
poważnie pomyśleć o jakiejś stabilności emocjonalnej i nie tylko. Pomimo pełnego zadowolenia z mojego życia, wciąż
ktoś mi współczuje i daje do zrozumienia, jak trudno jest żyć samemu z dwójką dzieci. Może rzeczywiście mali chłopcy,
potrzebują prawdziwego mężczyzny jako wzorca! Może i ja też — chciałabym móc czasem być tą słabą, tą kochaną, tą
noszoną na rekach…a tak… Poza tym to, kto wie, dokąd zmierza ten Świat. Może przydałby się Chłop, który umie
zbudować dom, naprawić silnik, obronić przed napadem, upolować zwierze w lesie?

Miejscem spotkania jest parking pod szczytem góry Lochensten, na Jurze w okolicach Bumblingen. Jestem dość mocno
podekscytowana. Uśmiecham się, jadąc przez piękny Szwarzwald moim nowym dwudziestoletnim brązowowrzosowym Autem marki Nissan. Jest lipiec, ostatni weekend przed końcem roku szkolnego. W teatrze od wczoraj
przerwa wakacyjna. Dzieci u Ojca. Zasłużyłam na cos miłego… Jadąc, ścigam się z czasem podanym przez Google Maps.
Chcę przyjechać dokładnie siedem minut po siedemnastej. No nie! Zjazd do WC. Będę za późno!
Po półtoragodzinnej jeździe, na ostatnich serpentynach pod górę, na której jest ów parking, mam zaszczyt wleczenia się
za ogromnym śmierdzącym traktorem. Google znów tryumfuje. Spóźniam się nie siedem, lecz aż dwanaście minut.
Wysiadam z samochodu. Po moich nozdrzach rozchodzi się woń macierzanki. Ktoś stoi pod Jarzębiną. Tak! To Jochen!
Macham do niego a on do mnie macha.
Wygląda inaczej niż na zdjęciu, choć trochę szczuplej, to jednak nie lepiej. Ma wadę wymowy podobna jak mój kuzyn
Zbyszek. Śmiejąc się i ćwierkotając, wzbijamy się ścieżką wśród ziół i malin na skały. Po Drodze zbieram kwiaty:
Tymianki, Dziurawce Krwawniki. Na cienkiej warstwie ziemi na wapiennych skalach rośnie tu dokładnie identyczna flora
jak na Wapiennym w Łapszach. Wapienne to moje najukochańsze miejsce na świecie. Tam jest dom mojej duszy.
Spędziłam tam moje wszystkie wakacje od piątego roku życia…
Jest piękne lato, są piękne kwiaty i piękne pszczółki.
Jest gorąca, biała skala, na której siadamy….
Jochen wyciąga pudełko z borówkami i ostrężynami.
Jedząc granatowe owoce, śmiejemy się i spoglądamy na wioski i pola leżące nam u stóp.
Jochen rozumie, o czym mówię, opowiadając mu o rozterkach kompozytorskich.
Jochen jest zainteresowany moimi poglądami, twierdząc, że są podobne do jego własnych.
Jochen rozmawia ze mną o ludzkości, głupocie, feminizmie, sytuacji politycznej.
Jochen opowiada o kochanej Babci, byciu wolnym i robieniu tego, co się kocha.
Jochen ma bardzo szybki mózg.
Jest w końcu doktorem Informatyki, pracującym w placówce naukowej.
Jochen od ostatniego czasu pracuje już tylko z domu, odziedziczonemu po babci, wybudowanemu
Jeszcze przed wojnami pod samym szczytem sąsiedniej góry.
Jochen pracuje na pół etatu, by móc własnymi silnymi rękami rozbudowywać i remontować
Jeszcze dość pusty dom, z miłością wwąchując się w zapach świeżego drewna.
Jestem zachwycona! Takie życie jak on prowadzi, chyba jest moim marzeniem!
Jakbym chciała tak mieszkać! Sala prób w stodole, wolność! Piękno natury! Żadnych sąsiadów!
Jaki mądry facet, czyta nawet książki, które mu na chatując, poleciłam! wow!!!
Jakie cudowne dwie godziny…Dzięki tym wspaniałościom, fizyczna atrakcyjność
Jochena zaczyna nieco wzrastać w moich oczach. Muszę
Jechać dalej do Traumingen. Obiecujemy sobie rychłe spotkanie. Wsiadam do samochodu z bardzo
Jasno podbudowanym ego. Podobam mu się… tak… nawet bardzo

ale

Umówiłam się na godzinę 19:30 z Człowiekiem, który mi się przyśnił dzisiaj w nocy…
Zapewne dlatego mi się przyśnił, bo planowałam wyjazd do Bumblingen, które jest zaledwie o 15 kilometrów oddalone
od jego domu w Traumingen.
Owego czasu byłam w nim szalenie zakochana, cierpiałam, szalałam, szalałam i cierpiałam….
Takie tam grzechy młodości… rany…
To było bardzo, bardzo, bardzo dawno temu….
Wytłumaczyłam sobie tamto szaleństwo uczuć w następujący sposób: Młoda kobieta, zakochując się w osiemnaście lat
starszym od siebie facecie, pragnie zapewne związku ze swoim Ojcem. Nie potrzebuje już Ojca ani Matki. Sama jestem
Matką…
Od pięciu lat regularnie raz w tygodniu uczęszczam na sesje psychoanalizy.
Już wiem o tym, że jestem tylko Owocem najrozliczniejszych zaburzeń moich bliskich… Już wiem o różnych etapach
rozwoju dziecka itd. itp… i że zawsze nosimy w nas „swoje dziecko“, które co jakiś czas należy w myślach utulić i
zrozumieć….
Nauczyłam się, że trzeba w końcu wyrosnąć ze świata fantazji i stać się rozsądną, racjonalną, dorosłą kobietą. W moim
wieku miłosne namiętności są raczej powodem do wstydu.
Przecież chyba każdy dorosły zdaje sobie sprawę z faktu, że Filmy i Seriale to lżejsza wersja Pornosów. Takie tam Bajki
dla Dorosłych odgrywane w scenerii świata realnego.

tak

Przyjeżdżam do Traumingen 20 minut za późno. 54-letni
Człowiek wprowadza mnie do starego, gustownie umeblowanego, jasnego mieszkania.
Moje oczy widzą zmęczone bezruchem ciało, zgasłe oczy, piękny uśmiech, lekko zgarbione plecy, grubawy brzuch. Nogi
od kolan w dół sprawiają wrażenie, jakby dźwigały jeszcze wiele innych ciał. Obraz skóry na nogach jak u mojej matki…
tak… zestarzał się, nawet bardzo, może nawet zaczyna przypominać już nie ojca, ale dziadka?

Jedziemy nad jezioro.
Człowiek wpakował do plecaka dwie ryby. Usmażymy je nad wodą w „przyjaznym“ dla nich otoczeniu na lśniącym
czystością Grillu marki „easygrill“. Jedziemy autem. Rozpalam ogień. Pływamy w odbiciu różowych chmur.
Oko Człowieka komentuje małe rybki na tle białego ciała. Człowiek je, Człowiek się śmieje, Człowiek opowiada o
dzieciach, Człowiek opowiada o depresji, Człowiek pragnie przejechać dłonią po szczecince rosnącej zaledwie od
miesiąca na skórze mojej czaszki.
Jak miło,
Jak dobrze,
Jak dotyk wchodzi pod skórę głowy.
Jak dreszczem przechodzi wertykalnie na tył pleców, horyzontalnie rozprzestrzenia się pod pachami i
Jak dochodzi do sutków, zaburzając tym gładkość kremowego podkoszulka…

Kąpiel w jeziorze, w blasku księżyca, nawet w najcieńszej tkaninie jest grzechem… Bezgrzeszna wychodzę z mokrej
czerni z wodorostem niczym wężem, wijącym się na ramionach. Staje nad złocistym żarem. Lekko zawstydzona tule się
w ręcznik. Nad rusztem niczym ryba, grzeje się moja stopa. Człowiek mówi o marzeniach młodych mężczyzn…
Wracamy do domu… Siedzimy, rozmawiamy, czekamy na zmęczenie, pijemy Wino, aby zrzucić na nie Winę za
pragnienie niespania w osobnych łóżkach.

Zapach śnieżnej bieli świeżych pościeli miesza się z wonią oddechu
człowieka.
Boże! (krzyczy moje niewierzące ciało)
Dotknij mych ust Człowieku!
Bóg wysłuchuje…
Człowiek całuje

lepiej nie
będzie bolało… gdzieś… kogoś… kogoś innego…nas?
trzeba iść spać
dobranoc
gutenacht

sen

sen

noc
….
tak

wciąż opowiadamy te same inne historie

świt

delikatny ból głowy przypomina o szukaniu winnych

Człowiek odziany w skręcone promienie słońca rozkołysał delikatne trawy i mchy,
przemierzając krajobraz boku mego ciała, od pachy, wędrując doliną „PodŻebrami“, kieruje się ku wzgórzu
biodrowemu… nie człowiek! lecz Słońce we własnej osobie!
rozpromienia się w zachwycie nad pięknem, które przechodzi przez receptory opuszków.
słońce w sednie swej słoneczności!
mchy
trawy
gdzieniegdzie ziemia paruje, uwalniając wilgotne zapachy zieleni
gdzieniegdzie na skalnych wzgórzach, wonności rozgrzanych ziół
Słońce
zachodzi za wzgórzem pośladków
porzuca niebo
oddaje Świat panowaniu nocy
błądzi
umiera

Bóg przed zmartwychwstaniem zstąpił do podziemia.

odpoczywa w ciemności lasu
schładza swój ogień w świeżości strumienia tryskającego spod korzeni zmurszałych drzew
Grzyby
Robale
Żuki
rozpoczynają dziki taniec lubieżnej nocy rozgrzanej pocałunkami dnia

Bóg trwa

pod ciepłym ciężarem Bóstwa budzi się ziemia
w zbutwiałej materii kiełkuje jasnozielone życie
w zieleni białość

Kwiat Paproci

odurzony zapachem Bóg
przedkłada byt Bąka nad byt Boga

pluszowy
wchodzi do wnętrza kwiatu
upaja się pyłkami, sokami i bezpieczeństwem ciasnego wszechświata
ociera się
brzęczy zuchwale
wiruje
rozkoszuje się swym trzmielim życiem

Bąk zapomniał o byciu Słońcem, Kwiat zapomniał o byciu z bajek

ciemność nocą zajaśniała!
promienie Słońca w kwiecie

Kwiaty wszystkich pól i ogrodów, chcą ten jeden raz uczestniczyć w tej najświętszej orgiirosną nagle pomiędzy
gwiazdami, tak naokoło, tak po prostu, nie na miejscu, z dupy

widzę świat w blasku złotej aureoli

to ja

Kwiat

Organ rozrodczy
zewnętrzno — wewnętrzny
nietrwały, lecz wieczny

na zewnątrz okazuje najczystszą fizyczność tego świata w nieprzyzwoitości piękna zapachu, struktury, koloru,
miękkości, puszystości, śliskości, formy

we wnętrzu dotyka sedna istnienia

sprawia, iż mimo całkowitemu rozpadowi, całemu niewyobrażalnemu złu i paskudztwu ludzkiemu, wszystko trwa

i widzisz
że jest dobre

 

Ein Kommentar

  1. Nice post. I learn something totally new and challenging on sites I stumbleupon everyday. It will always be helpful to read articles from other writers and use something from other sites.

Kommentare sind geschlossen.